Ropucha

– Już czas, Calineczko wstań, dziecko, czas do szkoły, dzisiaj twój pierwszy dzień!

– To już?! – spytała dziewczynka.

Ostrożnie otworzyła oczy, chroniąc je przed rażącymi promieniami słońca, przeciskającymi się przez szczeliny kolorowych, dziecinnych żaluzji – początkowo z trudem, bo powieki sklejone porannym snem zazwyczaj niechętnie unoszą się, ale przypomnienie oczekującego ją wielkiego wydarzenia pomogło – momentalnie przebiegły przez jej pamięć dni przygotowań: pożegnanie z przedszkolem, uroczyste i nieco zabawne, bo przecież przedszkole jest i zawsze będzie i pani powiedziała, że ona, Calineczka, zawsze może przyjść tam z wizytą i bawić się z innymi dziećmi, tylko że ona już jest duża i nie ma ochoty na te głupie przedszkolne zabawy – ona ma teraz poważniejsze sprawy do załatwienia, dla przykładu takie kupno tornistra, albo przymiarkę sukienki, którą dostała od Paci w prezencie na otwarcie nowego rozdziału w jej życiu. To są ważne sprawy. A tornister jest wspaniały – wyposażony w kompletny zestaw pierwszoklasisty: piórnik z mazakami i kredkami w dwudziestu czterech kolorach (Calineczka policzyła je wszystkie, bo potrafi już liczyć) i ołówek jest w nim i pióro na naboje. Tym piórem to będzie pisać, kiedy nauczy już się pisania wszystkich literek ołówkiem; wie o tym od innych dzieci, co do szkoły już chodzą. Poza tym w plecaku znalazł miejsce worek na długim sznurku. Ten jest na rzeczy do sportu i są w nim elastyczne adidasy, takie specjalnie do ćwiczeń w sali gimnastycznej i koszulka do sportu i spodenki gimnastyczne. Razem z mamą to wszystko wybierała. Spodenki są czerwone a koszulka biała – takie same kolory mają trykoty polskich sportowców. Paci też była na pożegnaniu z przedszkolem, a sukienka od niej wisi w szafie i czeka tylko na swój wielki dzień. Ona też się cieszy. Razem z Calineczką. Ta sukienka jest bardzo ładna – w prawdziwie szkolnym, granatowym kolorze, z cienkiej bawełny a na ramionach ma falbanki. Paci powiedziała, że to angielski haft. Ładna. Założę się, że nikt takiej samej nie ma. Ale najpierw poranna toaleta – Calineczka energicznie odrzuciła lekką, letnią kołdrę na bok, po czym wyskoczyła ze swojego łóżka. Jej nóżki zlekceważyły stojące na wąskim dywaniku domowe bamboszki i skierowały się prosto do łazienki. Po drodze dziewczynka zarejestrowała, że wszyscy są już na nogach – mama, tata i jej dwuletni braciszek Pawełek.

– Śniadanie – woła mama.

Jak można tracić czas na śniadanie? – w taki ważny dzień! Ci dorośli nie mają pojęcia o tym co ważne.

– No dobrze – zgodziła się, bo jednak jej brzuszek domagał się jedzenia.

Całą noc przecież nic nie jadła a i wczoraj wieczorem nie miała specjalnie dużego apetytu. To z przejęcia, powiedział tata, no i po tym, jak to powiedział Calineczka już w ogóle nic nie mogła przełknąć. Tylko jeszcze ząbki umyła, bo tak jest zdrowo i poszła spać.

Ach ten brzuszek! Dobrze że dzisiaj jest manna na mleku, o i jeszcze jajko na miękko i wystarczy, nic więcej nie przełknie. W taki ważny dzień przed człowiekiem sześcioletnim, no prawie, ale za miesiąc już ukończy szósty rok i wejdzie w siódmy. Mama mówiła, że dopiero jak miała siedem lat, to poszła do szkoły.

Wreszcie – wszyscy zjedli, Pawełek też – jemu to wolno nie jeść, jak nie chce – wystarczy jedynie, że zamacha rączkami, zamknie buzię, pokręci główką tak mocno, że te jego złote loczki aż rozwiewają się po bokach i mama akceptuje to jego „nie”, a ona, Calineczka, musi wszystko jeść. No, ona nie ma loczków, ale za to ma „fale” – wczoraj, kiedy jej włosy były jeszcze lekko wilgotne po kąpieli, mama splotła je w cztery warkoczyki. Teraz można już je rozpleść. Jeszcze ząbki i tubka pasty dla dzieci w wieku od zera do sześciu lat. Już niedługo będzie używać pasty dla starszych dzieci. Tak, dużo się zmieni.

Dobrze. Teraz sukienka. Ale na łóżku w jej pokoju leży jakaś inna. W różowe kwiatki. Do szkoły w różowe kwiatki? A gdzie jest rożek od Paci? Razem go zrobiły.

– No, ubieraj się , już czas! – do pokoju wszedł tata.

– Gdzie jest mama? Chcę mamy! Gdzie jest moja sukienka? – Calineczka buntuje się, chociaż wie, że musi się pospieszyć.

– Załóż tę! Mama ubiera się.

Tak, jako dziecko nie ma się specjalnie dużo wyboru.

Dzwonek do drzwi – Paci!

– Calineczka nie w sukience ode mnie? – zauważa zdziwiona.

– Założy ją na inną okazję – usiłuje załagodzić Mama, stając w drzwiach łazienki.

– Nie za dużo tych kwiatków? – spytała jedynie Paci.

Dlaczego nie broni swojej racji?, zapytuje się Calineczka w myślach, gdyby się zbuntowała, tak, jak ja nieraz, to bym nie musiała w takim stroju pójść do szkoły w mój pierwszy dzień. Ostatecznie to jest mój dzień, a ja wyglądam jak łączka – rożek szkolnych niespodzianek w kwiatki, sukienka w kwiatki, sandałki w kwiatki – jeszcze jakaś pszczoła się pomyli i mnie użądli…

Paci zmienia temat i chwali kreację mamy.

Wychodzimy.

Pod szkołą czeka już Ropucha ze swoim synem.

O, właśnie zarechotał – Ree!

©Ursula Vortag, Germany 2019

„Odrzut z eksportu”

before the time, s. time, Grażyna Hajewski c. mix, canvas, 40x30 cm n 104916dmmm

Już miesiąc minął, jak wypadły z zawiasów drzwi kabiny prysznica a ich smutno-szare, plastykowe okruchy rozsypały się po czarnych kafelkach łazienki Lokatorki.

Lokatorka niezwłocznie zgłosiła sprawę do swojego Ubezpieczyciela, bo to była kabina mieszkania, które wynajmowała – więc nie jej rzecz – ubezpieczenie powinno pokryć koszty usunięcia szkody.

Tymczasem ono nie było takie chętne i zwróciło się do spółdzielni mieszkaniowej. Potem pogrążyło się w nieprzeniknionej mgle oczekiwania na odpowiedź, bo i spółdzielnia nie była taka znów rozrzutna – chociaż sprawa niby jasna, ale może jakieś inne rozwiązanie się trafi…

Czas mijał ale jakoś nic się nie trafiało.

Na szczęście w spółdzielni był Cieć – rozważny jak to na ciecia z długoletnią praktyką przystało:

poradził, by sprawę przeciągnąć w czasie, ale ponieważ Ubezpieczyciel naciskał, zaproponował zmienić taktykę i sprytnie podsunął pomysł przekonania Lokatorki:

– najlepiej będzie, jeśli ona sama zgłosi się do nas z prośbą o naprawę – twierdził i sugerował – wtedy my już podsuniemy tej kobiecie pomysł pokrycia kosztów z jej własnej kieszeni.

Jednak nie przewidział jednego, a mianowicie tego, że kobieta potrafi myśleć, a ta, po zakończonej rozmowie z Cieciem, zrobiła małe podsumowanie aktualnego stanu rzeczy – ona, zawierając w swoim czasie umowę ze spółdzielnią mieszkaniową, zobowiązała się regularnie opłacać komorne a w zamian za to spółdzielnia zobowiązała się dostarczyć jej odpowiednio wyposażone, funkcjonalne mieszkanie. Ponieważ uszkodzenie kabiny nastąpiło już po raz drugi i w tym samym miejscu, oznaczać może to jakieś błędne rozwiązanie konstrukcyjne urządzenia. A jeżeli tak jest, to troska o rozwikłanie problemu leży tym bardziej w kompetencjach spółdzielni, która przyzwoliła na instalację tego „odrzutu z eksportu”, tym samym nie wywiązując się z umowy, bo nie zapewniając najemcy swojego mieszkania prawidłowej funkcjonalności tegoż.

Na rozwiązywanie problemów, z którymi boryka się spółdzielnia Lokatorka nie miała specjalnej ochoty.

Żałosne, podsumowała jedynie.

©Ursula Vortag, Germany 2019

don Zabawny

enchanted forest, Grazyna Hajewski c. ink black of paper 24x32cmx300g m n 100716a

Był ktoś taki jeden w życiu,
Kto Zabawny zwał się, don.
Niczym heros znanych tomów,
Jednak nieco inny – von.

Nie wiatraki, zwidy, mary,
Celem były jego woli,
Lecz syn czasu i szczyt techno,
Computery bez kontroli.

Twórcza wena, podmuch mrozu –
Zuckerberg, to pestka.
Zacz Steve Jobs, albo Wozniak –
To już arabeska!

W różu jutrzni, w woni nurtu,
Elektronów pęki snuje,
W szklanym splocie uwięzione,
W czerń woalu rozsypuje.

Na adrenaliny rauszu,
Uaktywnić świat gotowy,
Antytalencie totalne,
Jego rum, to pomysł nowy.

©Ursula Vortag