Wiewiórka Ruda

Wiewiórka Ruda

Wiosna tego roku przyszła wcześnie – tak jakby chciała wszystkim stworzeniom bytującym na Ziemi wynagrodzić nieprzyjemne dni do niedawna panującej, srogiej Zimy. W Starym Lesie pojawiły się jej pierwsze oznaki – u stóp drzew, przez szare podszycie tam leżące przedzierały się białe główki przebiśniegów. Drobne kwiatki z zaciekawieniem przyglądały się okolicy, ostrożnie wystawiając swoje delikatne buzie na działanie ciepłych, coraz cieplejszych promieni słonecznych. Te znowu, przewijając się między czarnymi jeszcze, grubymi i cienkimi gałęziami drzew, balansowały na nich elegancko, docierając bez przeszkód do ukrytych zazwyczaj zakątków lasu. Niechcący przemknęły się także po rudym grzbiecie Wiewiórki, sprawiając, że poszczególne włosy jej sierści zalśniły szeroką gamą kolorów – od świetliście żółtego, poprzez pomarańczowy do ogniście czerwonego.

Wiewiórka Ruda czując ich ciepło oraz życiodajną energię, postanowiła godnie przywitać swoją ulubioną porę roku. Chwilę tylko zabrało jej przypomnienie sobie, do którego ze swoich licznych schowków musi się udać, by wydostać z niego to, co potrzebuje – do tego pod starym dębem, co rośnie w Książęcym Parku. W samym jego centrum.

Żeby dostać się do Parku musi opuścić Stary Las a potem przedostać się na drugą stronę Małego Stawu…

ale dla Wiewiórki to nie było zbyt wielką przeszkodą, bowiem nigdy nie narzekała na swoją kondycje fizyczną i teraz też – śmigając niczym iskra pośród cienkich i wiotkich gałęzi wierzb porastających obrzeże stawu, przedarła się prędziutko w pobliże parku, potem: raz, dwa, trzy – w kilku długich susach przeskoczyła czarne, metalowe pręty jego ogrodzenia i już była wewnątrz. Tutaj szare, betonowe alejki spacerowiczów wiły się pomiędzy kobiercami białych zawilców, a z nich – niczym wykrzykniki wystawały ciemne pnie starych, wysokich drzew.

Wiewiórka Ruda – ciągnąc za sobą długi, puszysty ogon (swoją dumę) – błyskawicznie przebiegła, lekko przy tym podskakując, pustą przestrzeń dzielącą metalowy parkan od wnętrza Parku, zanurzając się od czasu do czasu w głębinach jednego z puszystych kobierców a niekiedy wyskakując z innego, by na ułamek sekundy zastygnąć w pozycji słupka, co dawało jej możliwość upewnienia się, że obrany kierunek jest dobry i nikt obcy nie stara się odwieść jej od pierwotnego zamiaru.

Zatrzymała się dopiero pod sędziwym dębem.

Jego, znajdujące się częściowo na powierzchni ziemi, pękate korzenie odchodząc od szorstkiego pnia we wszystkich kierunkach świata, wbijały się w twardą grudę wokół, dając jednocześnie schronienie licznym małym leśnym stworzonkom – żukom, myszom, dżdżownicom i podobnemu drobiazgowi – przyjaciołom i dobrym znajomym Wiewiórki.

– Tu gdzieś musi ona być, ta moja skrytka, tylko gdzie? – zamruczała cichutko parskając i marszcząc z niezadowolenia jasnobrązowy nosek.

Każde miejsce, w którym ukryła orzeszki wyczuwała już na odległość dzięki intensywnemu zapachowi, jaki unosił się ponad każdą jej spiżarnią, ponieważ jednak w tej skrytce nie było ani jednego orzeszka – musiała polegać jedynie na swoim instynkcie i pamięci.

Jej niezadowolone mruczenie okazało się jednak być nie tak bardzo cichym, bo z jamki znajdującej się pod jednym z korzeni wysunął się inny ruchliwy, ale tym razem różowy nosek. Potem cały pyszczek, za nim długie, sterczące na boki szare wąsiki, małe, okrągłe, błyszczące wilgotną czernią oczka, ciemna czuprynka a następnie sterczące na boki, niczym dwie obiadowe łyżki, uszy – na zewnątrz szarobure a wewnątrz również lekko różowe.

– A cóż to za hałasy? I to tak wczesnej porze!? – Wiewiórka Ruda usłyszała nagle poprzedzone rozzłoszczonym piskiem słowa.

– A witaj Myszko Bura, pora wstawać! – odparła wesoło, instynktownie usiłując wpłynąć na poprawę humoru Myszy Burej.

– Aaa… chyba jeszcze nie czas… – ziewnęła w odpowiedzi Mysz.

Malutkimi różowymi łapkami przetarła swoje zaspane oczka, po czym powoli, gderając z niezadowoleniem zaczęła cofać się w głąb jamki.

– Ależ moja droga, zatrzymaj się i spójrz tylko tam, na te kobierce zawilców.

Tu Wiewiórka Ruda wyciągnęła łapkę w głąb parku.

– Co ty za bzdury mówisz… przecież to tylko śnieg – stwierdziła Mysz powątpiewająco.

– Nie, to są zawilce – roześmiała się Wiewiórka.

Mysz wytrzeszczyła swoje oczka.

– Chwileczkę, tylko pójdę po okulary – powiedziała, po czym zniknęła w czeluściach swojego mieszkanka.

Kiedy wróciła, wyjaśniła Wiewiórce, że jest krótkowidzem i jeżeli chce dojrzeć coś, co jest daleko, to musi założyć okulary.

– Rzeczywiście… ale wczoraj jeszcze ich nie było… a jakie one ładne… – stwierdziła zdumiona, kiedy już okularach na nosie, dokładniej mogła przyjrzeć się okolicy.

– Tak, twój Park jest piękny wiosną – zgodziła się Wiewiórka Ruda.

– A powiedz – czego ty tutaj właściwie szukasz? Przecież ty mieszkasz w Starym Lesie – Mysz Bura zwróciła się do niej.

Wiewiórka wyjaśniła, że także w Parku ma swoje zimowe spiżarnie i właśnie chciała otworzyć tę, która znajduje się pod dębem Myszy, tylko nie bardzo pamięta, pod którym korzeniem ona jest.

– Tutaj? Tutaj wszystkie jamki są zamieszkałe… chociaż… tak jedna była pusta… aaa – pewnie to ta jamka, która kiedyś służyła mi za pokój gościnny… – zastanowiła się Mysz – jak wiesz, mam bardzo liczną rodzinę i bardzo często zdarza się, że któryś z moich krewnych jest przejazdem u mnie, więc wypada mi go przenocować, ale latem zeszłego roku wykopałam nowy pokój gościnny – z tamtego już nie korzystam, ze względu na panujące tam przeciągi, czy to właśnie o tę skrytkę ci chodzi…

– Nie wiem, jeżeli jest przewiewna, to być może… – odpowiedziała Wiewiórka niepewnie.

– Zaraz sprawdzimy! No chodźmy, bo teraz i tak już nie zasnę – poleciła Mysz energicznie.

Potem widząc niepewność Rudej, dodała:

– Spokojnie, już nie jestem zła na ciebie a te pierwsze wiosenne kwiatki naprawdę są bardzo ładne. Właściwie to gdyby nie ty, to pewnie bym je przespała.

– Tak, długo to one nie kwitną.

Tak rozmawiając zwierzęta przeszły na północną stronę podnóża drzewa, gdzie pod wygięciem jednego z korzeni znajdowało się zejście do podziemnej komórki.

– Tak, to chyba tutaj, poznaję okolicę! – zawołała Wiewiórka uszczęśliwiona.

– Tak? – to świetnie! – ucieszyła się Mysz. – No, to teraz pokaż, co takiego ty tam ukryłaś!

Wiewiórka nie potrzebowała żadnej dodatkowej zachęty – pospiesznie zagłębiła się w otworze zmarzniętej ziemi (tak że jedynie koniuszek jej puszystego ogona wystawał na zewnątrz) a po chwili pojawiła się z szarą, pękata plastykową torbą.

– Wszędzie ten plastyk, nawet pod ziemią! – żachnęła się Mysz.

– Ale, widzisz – tłumaczyła się Wiewiórka – to jest naprawdę wyjątek.

Potem wyjaśniła, że i ją samą złości, kiedy widzi plastykowe śmieci porzucone przez odwiedzających jej Las ludzi, ale w tym wypadku główna właściwość plastyku, jaką jest nieprzepuszczalność wilgoci, okazała się bardzo pomocną, bo dzięki temu mogła pod ziemią ukryć swój skarb i być spokojną, że nie zamoknie.

– No już dobrze, pokazuj! – zgodziła się Mysz, bo jej ciekawość wzięła górę.

Wiewiórka postawiła torbę przy krawężniku jednej z alejek, po czym sięgnęła łapką do jej wnętrza.

– Czy to jest to, o czym myślę? – spytała zniecierpliwiona Mysz.

Mysz obserwowała każdy ruch koleżanki a wielkość i kształt pakunku pozwalały jej wysnuć pewne nieśmiałe podejrzenie.

– Nie wiem o czym myślisz – odparła Wiewiórka śmiejąc się.

Potem wyciągnęła jeden but z rolkami, ten pasujący na jej lewą nogę, a następnie drugi, pasujący na prawą.

Obydwa buty były przyjemnego dla oka ciemnozielonego koloru, a umocowane pod nimi rzędy rolek były białe.

Wiewiórka ustawiła je przy krawężniku, po czym sama usiadła na jego krawędzi i zaczęła je zakładać.

– Widzę, że ty jeszcze coś masz w torbie… – Mysz Bura zaciekawiona zajrzała do jej wnętrza.

– Ach, wierz mi, reszta jest nieistotna – zapewniła ją Wiewiórka.

– No ale pokaż, co tam masz… – nie ustępowała Mysz.

– To są jedynie osłony na kolana i łokcie oraz takie specjalne rękawice chroniące przeguby dłoni.

– Też je założysz?

– Nie, ja już ich nie potrzebuję, bo bardzo dobrze jeżdżę na rolkach. W tamtym roku byłam najlepsza w naszym Lesie, lepsza nawet od Brązowego Misia, co od lat jeździ na rolkach.

– No, ale przecież całą zimą nie jeździłaś…

– Nie szkodzi – odparła Wiewiórka – z jazdą na rolkach jest jak z jazdą na rowerze, to jest umiejętność, której nigdy się nie zapomina.

u.v.

Dekalog

Things, Grazyna Hajewski, oil, canvas 120x 80 cm, no 116814.18

Szedł z nimi dni wiele
W gorączce, znoju i rozpaczy.
Gnany tęsknotą i pragnieniem
Ku temu, co we mgle majaczy.

Gdy żądny wiedzy parł do przodu
Swój wielki, czarnooki lud,
Gnany nadzieją i ułudą,
Przychylić nieba chciałby mu.

Chronić od głodu i zarazy,
W czystości serc, w czerwieni wód,
Prosić o mannę z nieba…
Lecz niesmak waści okrył lud.

Żądny porady, czasu brak,
Zbyt mało wiary, potrzeby plot,
Na górze Synaj spędza czas,
W kamieniu ryje wiedzy mot.

To ten Jedyny, to jego twór,
To on jedynie wiódł mą dłoń,
To jego słowo, jego głos,
Kto mu przeciwny, wara stąd.

To jego słowo i jego głos,
On wiódł mą dłoń we śnie kamiennym,
W białości myśli i w lśnieniu gwiazd
W radości serca bezdennej.

True

 

Tell me what you have whit this,
That, what others, you take –
The foreign value you have for your
And destroy it and do not respect?

Decalogue is noting for you –
Proud words and text Wisdom,
Because that’s Moses, he is the Messenger,
a proudest creator with a voice.

You knowledge is limited,
you have a laid-back heart…
Although the true is still alive,
And proclaims vice versa.

©Ursula Vortag, Germany 2018

 

 

Prawda

Powiedz mi, co masz z tego,
Że, co innych, to zabierasz,
Obcą wartość masz za swoją
I znieważasz, poniewierasz?

Nic dla cię dekalogu treść –
Dumne słowa a tekst mądry,
Bo to Mojżesz, on posłańcem –
Głosem Twórcy rozsądnym.

Wiedza twa pomierna –
Lekkiej niefrasobliwości serce! 
Aczkolwiek prawda wciąż żywa –
Jak Kuba Bogu, tak – vice versa.

©Ursula Vortag, Germany 2018